Wiosną musowo Ramsons


fot własna

Czosnek niedźwiedzi, Berlauch, Черемша́, l’Ail des bois czyli Allium ursinum to wiosenna roślina zacienionych, wilgotnych lasów, czasem ugorów jak i niewielkich zagajników. W Brytfannie spotykam ją każdej wiosny bo wręcz da się ją „wyczuć ją na wiorstę”. Jest na tyle powszechna, że czasem w lasach miast dywanów Bluebells można spotkać całe połacie śnieżnobiałych gwiazdek zebranych w baldachy.

Historia Czosnku niedźwiedziego w Brytfannie sięga tysiącleci. Szesnastowieczny brytyjski naturalista William Turner w 1548 roku spisał nazwy pod jakimi występuje w poszczególnych regionach: Ramsey, Bucrammes (Buck Rammes) oraz Rammes oraz najbardziej nieprecyzyjna Wild Garlic bo tej nazwie można przypisać wiele innych, dziko rosnących gatunków czosnku. Rdzeń Ramson można odnaleźć w wielu miejscach w całej Anglii: Ramsbottom (znaczące Ramson Valley czyli Dolina Czosnkowa) a także Ramsey (znaczące Ramson Island czyli Czosnkowa Wyspa). Nazwa Ramson pochodzi od wyraźnej goryczki jaką cechuje sie ten czosnek (w Irlandzkim County Donegal do dziś istnieje powiedzenie “As bitter as wild garlic” (tak gorzki jak dziki czosnek).

Cebulki Czosnku niedźwiedziego wkładano „na szczęście” w strzechy irlandzkich chat. Wierzono także, że posiada on moc odstraszania złośliwych duszków „Fairy Folks”. W sferze magicznej uważano, że ten czosnek odstrasza jadowite stworzenia – już Dioskorydes stosował go jako antidotum na ukąszenia węży. W Antycznej Grecji zwyczaj nakazał sportowcom przeżuwać kawałek rośliny przed wyścigiem, co miało zapewnić zwycięstwo; podobne przekonanie dotyczyło mężczyzn idących do bitwy.

Nazwa Czosnek niedźwiedzi (Allium ursinum) wywodzi się z obserwacji preferencji żywieniowych niedźwiedzi po długim śnie zimowym „ursus” to po łacinie „niedźwiedź” (ursinum = niedźwiedzi). Czosnek niedźwiedzi był dobrze znany już w starożytności natomiast tak powszechnie powielane „njófsy” o Rzymianach są bujdą na resorach bo brak jest zapisków o jego używaniu w czasach Imperium Romanum a wzmianki o Herba Salutaris są na tyle nieprecyzyjne, że trudno określić, który to z rodzaju Allium dzierżył takie miano.

Co innego doniesienia z Półwyspu Bałkańskiego – tam znajdujemy go zarówno w przekazach ustnych jak i piśmiennych. Do dziś spożywany jest jako „ciorba„, „srijemoé” czy też „czeremsha” (chociaż w tej ostatniej naprzemiennie gości wraz z popularnym szczególnie w Rosji Allium victoriale. Podobne wzmianki natrafić można w opisach ziół stosowanych przez Celtów i plemion Teutońskich. O Naszym rodzimym kiszonym czosnku niedźwiedzim nie muszę Wam wspominać.


fot własna

W tym miejscu chcę nadmienić byście omijali szerokim lukiem modne ostatnio określenie Dziki Czosnek (Wild Garlic) bo jest ono bardzo nieprecyzyjne i dotyczy wielu innych gatunków tego rodzaju występujących dziko na terenie Europy:

  • czosnek dziwny (Allium paradoxum)
  • czosnek grzebieniasty (Allium carinatum)
  • czosnek główkowaty (Allium sphaerocephalum)
  • czosnek kulisty (Allium rotundum)
  • czosnek kątowaty (Allium angulosum)
  • czosnek siatkowaty (Allium victorialis)
  • czosnek skalny (Allium montanum)
  • czosnek syberyjski (Allium sibiricum)
  • czosnek sztywny (Allium strictum) – w Polsce niestety gatunek wymarły
  • czosnek wężowy (Allium scorodoprasum)
  • czosnek winnicowy (Allium vineale)
  • czosnek zielonawy (Allium oleraceum)

oraz często występujący w pierwotnej formie dzikiej z charakterystyczną spłaszczoną cebulą

  • czosnek dziki czyli por (Allium ampeloprasum) – gatunek uprawiany

Teraz odrobina tego jak rośnie nasz ancymon. Roślina wytwarza pojedyńczy bezbarwny liść pod koniec sezonu wegetacyjnego, który okrywa i chroni cebulkę z zawiązkiem pędu kwiatostanowego do kolejnego sezonu. Wówczas to na powierzchni zaczynają się pojawiać zawiązki właściwych liści zielonych w liczbie dwóch lub trzech, przy czym niewielu z Was wie, ze powierzchnia, która widujecie na wierzchu liści to ich spodnia część bo ogonki są skręcone w swej podziemnej części. Berlauch rozmnaża się głównie przez nasiona a tylko silne rośliny, którym uda się wytworzyć w sezonie wegetacji trzy liście są w stanie wytrworzyć dwie nowe cebulki potomne. Zatem miejcie umiar przy zbiorach bo rwaniem całych kiści zdemolujecie stanowisko doszczętnie – karygodnym i niedopuszczalnym w całej Europie jest zbiór Czosnku niedźwiedziego wraz z cebulkami a curiosuum są widoki polan z pozostawionymi tylko kwiatostanami doszczętnie ogołocone z liści…


fotka z czeluści internetu Nawiedzonych na Targanie jak Leci
TAK NIE ZBIERAĆ!!!

Zerknijcie na mapę Europy – występowanie Czosnku niedźwiedziego nie jest tak cudowne jak wielu się to wydaje – Miejcie umiar, o to Was proszę.

Nie chcę Was zanudzać ani przepisami kulinarnymi ani recepturami bo jest ich co niemiara w czeluściach internetowych. Zainteresowani mogą doczytać doskonałe opracowanie tego wiosennego ziółeczka:

http://gramzdrowia.pl/dr-henryk-rozanski/fitoterapia-ziololecznictwo-ziola-drzewa-krzewy/czosnek-niedzwiedzi-allium-ursinum-liliaceae.html


fot własne

W opracowaniu wykorzystałem wiele nowinek z monografii
Robin Harford „Wild Garlic – a foraging guide to its past and present uses as food and medicine

Proszę Was – OPAMIĘTAJCIE się !

Z przerażeniem wciąż spostrzegam ogromnie panoszącą się Nowomodę z „Parciem na Szkło” w tematyce leczenia chorób nowotworowych.

W tej materii nie ma „doradzę to zaistnieję” albo „wiem to powiem”… czy nie Daj Bóg „bo mnie pomogło” lub „sąsiadka wyleczyła tak raka”…

NIE NIE i jeszcze raz NIE !

By doradzać w temacie chorób nowotworowych trzeba znać realia a nie posiłkować się Ynternetowom Mytologijom. Inaczej kieruje się osoby chore lub poszukujące w ślepe zaułki podsycane wszelkiej materii Scjence Ficjence jak ja nazywam wyssane z palca brednie o leczeniu raka.

Miejcie świadomość, że lekkomyślne doradzanie może u kogoś spowodować pogorszenie stanu lub wręcz pozbawić go szansy na pokonanie choroby.

Musicie zrozumieć pewne istotne kwestie:

Komórki nowotworowe to dalej takie same komórki organizmu lecz o zmienionym kompletnie metabolizmie nie tylko pod względem aktywności lecz także stymulowania okolicznych tkanek umożliwiającego dalszy wzrost guza. Na skutek wielorakich czynników mutagennych zaczynają nie tylko nadmiernie się dzielić powodując wzrost guza lecz także mają mechanizmy obronne takie same jak każda normalna komórka ustroju – jeśli tego się nie wie to nic się nie da zrobić prócz oczekiwania na Cud i samoistną regresję zmiany nowotworowej.

Podobnie horrendalne jest stawianie znaku równości pomiędzy doniesieniami o właściwościach przeciwnowotworowych jakiś substancji a realnym leczeniem raka i na tej podstawie wygłaszać swoje opinie.

  • PRZECIWNOWOTWOROWY znaczy zapobiegający tworzeniu się zmienionych komórek i powstawaniu raka
  • PRZECIWRAKOWY znaczy aktywnie powodujący rozpad tychże komórek lub hamujący mechanizmy sprzyjające wzrostowi zmiany

Dawno już wszelkiej maści „znafcy”, „naturopaci” (nie mylić z naturoterapeutami) i „zielarze” zagubili się w tej masie Dezinformacji Internetowej jaką można znaleźć. Nie posiadają gruntownych podstaw wiedzy zarówno o budowie jak i funkcjonowaniu ciała ludzkiego, o mechanizmach jakimi rządzą się procesy nowotworowe i kompleksowej, pełnej znajomości roślin leczniczych. Wielu nadinterpretuje wyłącznie doniesienia o właściwościach izolowanych substancji roślinnych, czasem poddanych chemicznej modyfikacji na hodowane w laboratoriach komórki nowotworowe (często zwierzęce miast ludzkich). Wielu z nich pracuje podobnie jak lekarze – ukierunkowani tylko na wybicie nowotworu…

  • co z naturalną odpornością komórek nowotworowych na leki, zioła i naturalne czynniki cytostatyczne?
  • co z tolerancją komórek nowotworowych na niedobory produktów odżywczych?
  • co z ograniczaniem możliwości wzrostu sieci naczyń a tym samym hamowaniem rozrostu?
  • co z blokowaniem receptorów stymulujących komórki nowotworowe do wzrostu?
  • co z blokowaniem szlaków metabolicznych?
  • jak posprzątać organizm z ogromu toksyn i patogenów pojawiających się w trakcie choroby?
  • jak zniwelować problemy pojawiające się w skutek leczenia?

TO NIE TAKIE PROSTE !

Działanie WYŁĄCZNIE na apoptozę (obumieranie) komórek rakowych jest powielaniem kierunku medycyny akademickiej. Kiedy komórki rakowe obumierają to nie znikają – pozostają toksyny po ich rozpadzie a samoistne oczyszczenie się i tak już osłabionego chorobą organizmu to często niewykonalny wysiłek.

Od wielu lat śledzę drogę fitoterapii nowotworów i ze smutkiem spostrzegam powielanie drogi medycyny akademickiej i co gorsza zaprzedanie duszy mamonie pośród wielu przedstawicieli świata medycyny – oni nie są zainteresowani wyleczeniem kogokolwiek lecz zawartością waszych kont i portfeli, które każdy w podobnych sytuacjach otwiera bez wahania…

W leczeniu chorób nowotworowych trzeba działać wielokierunkowo czyli jak to się modnie ostatnio nazywa „holistyczne” atakując wszystkie elementy fizjologii komórek rakowych jak i wspomagać chorego w niwelowaniu problemów jakie przysparza terapia akademicka. Oszołomom, którzy wytaczają w tym miejscu Teorie Spiskowe o szkodliwości leczenia medycyny akademickiej powiem krótko – „puknijcie się w czółko” bo TYLKO połączenie sił zarówno nauki jak i doświadczeń wielu pokoleń fitoterapeutów daje choremu szansę na pokonanie choroby nowotworowej.

TERTIUM NON DATUR

Takie postępowanie terapeutyczne to rodzaj schematu, protokołu z specyficznymi etapami, które wielokrotnie sprawdziły się u sporej grupy chorych. Niektóre z elementów czasem muszą być modyfikowane w zależności od typu nowotworu pierwotnego i stopnia jego wrażliwości lub oporności na poszczególne środki. Niektóre musza być eliminowane ze względu na niewłaściwe korelacje z komórkami danego typu nowotworu. Niektóre dają interakcję albo klasyczną terapią onkologiczną lub też z lekami nie związanymi z chorobą nowotworową ale z przyjmowanymi przez chorych innych względów. Zatem wysoce nierozsądne i nieskuteczne jest poszukiwać lub polecać osobom chorym na raka lub ich bliskim „Cudowne Środki” w postach dyskusyjnych na jakimkolwiek forum.

Zapytacie „Czyli co?” – zatem NAJWAŻNIEJSZE:
w chorobach nowotworowych nie ma miejsca na Radosną Twórczość na podstawie tego co wyczytacie na kolorowych blogach – na drugiej szali jest życie osoby chorej na nowotwór
!

W trakcie kuracji cenne jest podawanie produktów dodatkowo stymulujących organizm do walki z rakiem i chroniących chorego np. po radioterapii. Istnieje wiele ziół z powodzeniem stosowanych od pokoleń a intensywnie badanych – jednakże bazowanie tylko na badaniach to często ślepy zaułek. Bardzo popularne są od niedawna kannabinoidy czyli związki pozyskiwane z konopi, najczęściej indyjskich. Musicie jednak rozróżnić pomiędzy dwoma rodzajami Hemp i Hash – pierwsze to konopie siewne, drugie to rzeczywiste konopie indyjskie. Dopiero te drugie gwarantują rzeczywiste właściwości lecz niestety rynek i idące za tym ogromne pieniądze powodują, że wciska się choremu Hemp czyli konopie siewne o niewielkiej wartości. Nie dajcie się naciągać twierdzeniu o „wyższości ekstrakcji CO2” bo takie wyciągi w leczeniu onkologicznym nie są przydatne bo pomijają wiele aktywnych składników. Problem niestety komplikuje się kiedy następuje konfrontacja kannabinoidów z lekami stosowanymi przez medycynę akademicką – lekarze zazwyczaj zabraniają lecz problem polega na lenistwie i horrendalnej ignorancji aniżeli na rzeczywistej wiedzy. To trudny temat wymagający każdorazowo indywidualnej analizy – czasem jest OK lecz czasem trzeba na czas podawania leków zapomnieć o kannabinoidach bo albo powodują one kumulację leku w organizmie co generuje nasilenie skutków niepożądanych albo hamują ich działanie. Czasem też podawanie samych kannabinoidów mija się z celem bo np. lek blokuje receptory na które oddziałują te substancje i oczekiwanego efektu nie sposób osiągnąć. By dodatkowo uczulić Was, że nie są to Leki na Wszystkie Bolączki Tego Światu musicie zrozumieć fakt, iż kannabinoidy nie tylko mają interakcje z lekami lecz poprzez swój wpływ na metabolizowanie leku mogą wtórnie generować ich kumulację w organizmie doprowadzając do poważnych zatruć.

Podobnie tez działają zioła ingerując zarówno w metabolizm leku co może spowodować zatrucie nim oraz w procesy wywoływane przez leki albo „in plus” powodując kumulację efektu albo „in minus” osłabiając jego działanie.

O to Was proszę – niech Was nie korci

BUZIE NA KŁÓDKĘ jak nie macie zielonego pojęcia o fitoonkologii !

Nasze Ziółka

Wielu z Was zapewne zauważyło mój nacisk na rodzime ziółka. Być może też moją upierdliwość kiedy w dyskusji pojawiają się Zamorskie Szpecyjały lub wątpliwej jakości suple.

Postanowiłem naświetlić Wam dlaczego ze mnie w tej materii taka Upierdliwa Menda.

W dzieciństwie każde wakacje spędzałem w niewielkim miasteczku gdzieś w Żabim Kraju. Tam właśnie Babka Paulka zaraziła mnie pasją do roślin i do ziółek. Nauczycielkę miałem w niej przednią bo Babka Paulka o morawskich korzeniach była lokalną zielichą. Całe lato obserwowałem nie tylko co babka wyczynia i co zbiera. Widywałem także bardzo często starego aptekarza wędrującego ugorami, łąkami, po lasach i zaroślach z sporymi naręczami ziółek wszelakich. Wówczas (lata 60-te) najbliższy szpital był w Cieszynie a lekarz w Skoczowie więc cały obowiązek kurowania mieszkańców spadał na aptekarza, który zawsze potrafił przygotować coś dobrego dla chorujących ludzi bo szczególnie młodsi, uważając się za postępowych nie korzystali z wiedzy zielich i znachorów. Niestety cała wiedza aptekarza poszła na marne bo obecnie mimo, że apteka dalej jest w tym samym miejscu i dalej w rękach tej samej rodziny to niestety klimat i cały jej czar prysł niczym bańka mydlana – teraz jeno gotowe leki i ogrom suplementów…

Pewnie zapytacie dlaczego o tym piszę?

Otóż znajomość tego co wokół nas i wiedza wykorzystania kiedy zajdzie taka potrzeba bo zdrówko zacznie kuleć to bardzo cenna umiejętność.

Wielu z Was na pewno nie pamięta pewnej sytuacji jaka miała miejsce w Marcu 1989 roku. Wówczas trwał okres wzmożonej aktywności słońca i zdarzyło się, że kulę ziemską „omiótł” jeden z potężniejszych wiatrów słonecznych. Historia zapamiętała ten incydent jako Quebec Blackout gdyż protuberancja, która dotarła do ziemi trafiła w Kanadę i północne stany USA. Znajdziecie też ten incydent jako The Day the Sun Brought Darkness (dzień kiedy słońce przyniosło ciemność). Spowodowało to całkowite zniszczenie sieci energetycznej paraliżując wszystkie dziedziny aktywności człowieka na ponad dobę. Elektrownie północnych stanów USA straciły swoją moc na skutek zniszczenia infrastruktury. Spowodowało to olbrzymi chaos – nastąpiła przerwa w telekomunikacji, podczas 12-godzinnej awarii miliony ludzi nagle znalazły się w ciemnych biurowcach, podziemnych tunelach dla pieszych, w zablokowanych windach; wielu ludzi zmuszonych zostało do pozostania w zimnych domach. Naprawa uszkodzeń trwała ponad dwanaście miesięcy…


fot. the Hutch Report

To był koniec lat 80-tych ubiegłego wieku kiedy to jeszcze ludzkość nie była tak bardzo uzależniona od sieci energetycznych i telekomunikacyjnych ja dzisiaj. Spróbujcie sobie wyopbrazić jakie skutki miało by podobne zdarzenie obecnie:

  • nie wypłacicie grosza z bankomatów
  • nic nie będzie można kupić w sklepach
  • o aptekach też będzie można zapomnieć
  • samochody będą uziemione bo większość ma cyfrową jednostkę sterującą pracą silnika
  • także w srajfonach ani w sieci nic nie uda Wam się znaleźć, by poszukać recepturę na produkt ziołowy
  • o panice i plądrowaniu wszystkiego nawet nie chcę wspominać…


Dlatego BARDZO WAŻNA jest znajomość tego co rośnie wokół Was i umiejętność spożytkowania dobroci Matki Natury miast bazowanie na suplach i inkszech Zamorskich Szpecyjałach

Takie zdanie i podejście do problemu ma wielu rozsądnych zielarzy i fitoterapeutów.

Dlatego Was proszę – to co Nasze a nie Ziółka z Drugiego Końca Świata…

Fikające Wercie

No i jak zwykle wiosną na WSZYSTKICH „Grupach o Zielonem” (także anglojęzycznych) pojawia się paranoiczne Pchanie do paszczy nieznanych Chaszczy


fot. własna

Co z tego, że potraficie już rozpoznać roślinki skoro nie wiecie jak zachować się może Wasz organizm po konsumpcji. A stąd już bardzo bliziutko do problemów czyli „kuku” jak mam w zwyczaju mawiać.

Fikające Wercie (Ficaria verna) czyli Ziarnopłon wiosenny. Kolejny rok widzę chmarę lekkoduchów uważających, że zielsko „można bezpiecznie jeść przed kwitnieniem„…


fot.własna

Niestety tłumaczenie bezpieczeństwa poziomem toksycznej Ranunkuliny (który w ziole jest niski) nie jest rozsądne. Dottore owszem starał się wytłumaczyć zagadnienie, negując właściwości występujących w nim glikozydów laktonowych – Ranunkulinę bo jej niewiele, Anemoninę i Protoanemoninę jako wyraz histerii niemieckich i rosyjskich badaczy, jednakże badania opublikowane ponad pięć lat temu dokumentują występowanie ostrego uszkodzenia wątroby po stosowaniu doustnym popularnego wyciągu ze świeżego surowca w leczeniu hemoroidów już przy dziesięciodniowej terapii naparami zażywanymi dwa razy dziennie po szklance. Na całe szczęście nie jest to sytuacja trwała bo po około dwóch tygodniach od zaprzestania terapii Ziarnopłonem zanika żółtaczka powłok skórnych a parametry czynnościowe wątroby powracają do wartości prawidłowych.

Problem leży głębiej – cenna i nietoksyczna Anemonina podczas uszkodzenia tkanki rośliny zamienia się w silnie toksyczną Protoanemoninę (LD50 czyli tzw „średnia dawka śmiertelna” wynosi dla tego związku 150-190 mg/kg masy ciała). By uzmysłowić wam jak to się ma wyjaśniam, że im niższa wartość tym wyższa śmiertelność – np dla mocznika to 10g/kg a dla Solaniny 590mg/kg…

Sam kontakt z sokiem z rośliny lub uszkodzonymi liśćmi może skutkować nie tylko swędzeniem i wysypką ale mogą pojawiać się pęcherze na skórze lub błonach śluzowych. Nieroztropne spożycie niewielkiej już ilości rośliny powoduje nudności, wymioty, zawroty głowy , skurcze mięśni a w stanach poważniejszych także i paraliż.

Zapewne zapytacie „to po kiego Ziarnopłon wiosenny jest ziołem”?

Zatem wyjaśnię – podczas suszenia surowca Protoanemonina dimeryzuje do nietoksycznej Anemoniny. Obróbka termiczna surowca również eliminuje jej toksyczność roślin, a wówczas można korzystać z obecności pozostałych substancji czynnych obecnych w ziole tj. flawonoidów (Witeksyna, Kwercetyna, Kemferol), Anemoniny, która jest silnym fintocydem a także antocyjanów, kwasów organicznych i saponin trójterpenowych.

Większość dzisiejszych monografii opisujących to zioło zwraca uwagę, że leki powinny być wytwarzane z suszonych ziół lub przez ekstrakcję termiczną, Świeży surowiec dopuszczony jest do stosowania zewnętrznego bo ta „niepożądana” Protoanemonina wraz z Anemoniną ma właściwości przeciwbakteryjne a także przeciwskurczowe i przeciwbólowe.

Miejcie zatem na względzie, ze Ziarnopłon nie jest rozsądnym ziółkiem do sałatek i surówek wiosennych – Matka Natura oferuje mnóstwo bezpieczniejszych zieloności, które tak samo są cenne ze względu na swoje i prozdrowotne jak i lecznicze właściwości.


fot. własna

Co bardziej ciekawsi niech się douczą o Fikających Werciach u Dottore

http://luskiewnik.strefa.pl/ficaria.html

Galantusy – Snowdrops – Mолочный цветок


fot. własna

Nazwa rodzajowa „Galanthus” pochodzi od greckiego „gala” (γάλα) – „mleko”, „anthos” (άνθος) – „kwiat”

Zastosowanie przebiśniegów dostrzegli już starożytni Grecy ze względu na jego potężne działanie odmieniające umysł. Historycznie rzecz biorąc, pierwszy dowód na właściwości umysłu wpływających Galantaminy pochodzą od Homera Odysei , gdzie Homer opisał przygodę Odyseusza jak za pomocą przebiśniegów oczyścił swój umysł od czarów Circe.

„korzeń był czarny, a kwiat była biała jak mleko; bogowie nazywają to Moly ”


fot własna

Chociaż roślina ta była stosowana jako tradycyjna medycyna od czasów starożytnych, dopiero niedawno stała się stałą propozycją komercyjną. Alkaloid galantamina został po raz pierwszy wyekstrahowany z przebiśniegu we wczesnych latach pięćdziesiątych XX wieku, po tym, jak bułgarski farmakolog zobaczył odległych wieśniaków pocierających czoło liśćmi i cebulami roślin. Wówczas to Galantamina została po raz pierwszy oficjalnie dopuszczona do stosowania jako lek w Bułgarii w 1958 r. Galantamina przenika do mózgu i jest konkurencyjnym, odwracalnym inhibitorem acetylocholinoesterazy, zwiększając poziom acetylocholiny w mózgu, substancji chemicznej o ogromnym znaczeniu dla funkcjonowania mózgu. Stymuluje także nikotynowe receptory w mózgu i poprawia przewodnictwo nerwowo-mięśniowe. Okres jej półtrwania wynosi 7-8 godzin. Galantamina jak i jej pochodne zostały zatwierdzone przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków w 2001 r – jest szeroko stosowana jako środek poprawiający pamięć u osób cierpiących na chorobę Alzheimera i łagodne stany demencji. Galantamina, prócz stosowania w chorobie Alzheimera znajduje także zastosowanie w leczeniu manii, otępienia i miastenii na tle miażdżycy, miopatii i choroby Heine-Medina; w anestezjologii do odwracania zwiotczenia mięśni a także w atonii przewodu pokarmowego i pęcherza moczowego.

Galantamina została po raz pierwszy wyodrębniona w 1952 r. z gatunku Galanthus woronowii, który porasta pasma górskie Kaukazu zarówno w Rosji jak i we wschodnich częściach Turcji i Iranu. Dopiero w 1989 roki pozyskano ją z gatunku Galanthus nivalis. Obecnie głównie jest pozyskiwana z gatunku Leucojum aestivum. To alkaloid występujący prócz różnych gatunków Śnieżyczki (Galanthus spp) także w Śnieżycy (Leucoium vernum) oraz w Narcyzach (Narcissus pseudonarcissus) przy czym jej zawartość waha się w granicach 0,25-0,7%.

Galantamina jest stosowana także jako środek pobudzający, który stymuluje lub zwiększa przepływ menstruacyjny, a tym samym może wywołać aborcję we wczesnych stadiach ciąży. Lektyna GNA z przebiśniegów (Aglutynine Galanthus Nivalis) jest obecnie badana pod kątem jej potencjalnego działania przeciwko wirusowi HIV.

Śnieżyczka i śnieżyca były stosowane w medycynie ludowej od dawna – niestety w większych dawkach zioła te są trujące, drażnią błony śluzowe, wywołują biegunkę, wymioty oraz zaburzenia neurologiczne i psychiczne. Pozostałe alkaloidy śnieżyczki, śnieżycy i narcyzów wykazują właściwości antywirusowe oraz antymitotyczne, antyleukemiczne i cytotoksyczne. Stymulują także układ odpornościowy. Alkaloid Likoryna jest inhibitorem translacji (syntezy białka) w komórkach jądrowych czyli również u człowieka. Wykazuje działanie antymutagenne, jest inhibitorem wzrostu komórek nowotworowych, więc hamuje ich namnażanie, a także stymuluje układ odpornościowy przez co może być wykorzystana do prewencji chorób nowotworowych.

Teraz jak ziółeczko pożytkować:

Produkty ziołowe z powyższych roślin wymagają doświadczenia i precyzyjnego dawkowania!

Nalewka:
50 gram świeżego surowca (cała roślina – cebulka, liście i kwiat) rozdrobnić mikserem lub blenderem, zalać szklanką wódki (30-40%), odstawić na dwa do trzech tygodni po czym przefiltrować.

Dawkuje się produkt od 3 do 5 ml dwa razy dziennie (rano i popołudniu) – nie zaleca stosować się jej na noc bo może wywołać gonitwę myśli, refleksje i analizę swoich poczynań, przywoływać wspomnienia co bardzo utrudnia zaśnięcie. Nie stosować dłużej niż TRZY tygodnie po czym konieczna jest minimum dwutygodniowa karencja!

Nalewka ze śnieżyczki pobudza pobudza korę mózgową; obkurcza żołądek i wzmaga perystaltykę jelit, kurczy pęcherz moczowy, oskrzela oraz wywołuje skurcze macicy. Zwalnia także tętno, obniża ciśnienie krwi i zwęża naczynia wieńcowej; zwiększa napięcie mięśni szkieletowych a w górnych dawkach wzbudza drżenie mięśniowe. Wzmaga wydzielanie śliny i potu oraz obkurcza pęcherzyk żółciowy.

Przeciwwskazania:

  • w ciąży i podczas karmienia piersią
  • w jest astmie
  • w chorobie wieńcowa i ciężkich zaburzeniach rytmu serca
  • w nadciśnieniu
  • w padaczka
  • w hiperkinezach
  • przy indywidualnej nietolerancji Galantaminy


fot. własna

Przedawkowane przetwory ze śnieżyczki są bardzo niebezpieczne – wywołują biegunkę, wymioty, duszności, drgawki, drżenie, ślinotok, zwężenie źrenic, bolesne skurcze jelit i żołądka, spadek ciśnienia krwi i zwolnienie akcji serca. Pojawiają się zawroty głowy, nudności, zwiększona produkcję śliny, silne pocenie się a także bradykardia. Czasem obserwuje się pojawianie się u niektórych chorych przemijające uczucie “uderzeń gorąca”. W skrajnych przypadkach może nastąpić zgon.

Antidotum jest atropina oraz podawanie węgla aktywnego w dużych dawkach.

Źródełka:

Galantamine – galantamina i Galanthus – śnieżyczka

Nalewka śnieżyczkowa i śnieżycowa – Tinctura Galanthi et Tinctura Leucoji w praktycznej fitoterapii

http://botanicscience.blogspot.com/2018/11/sniezyca-i-sniezyczka-galanthus.html


Stubb Hall Cliff – fot. własne

Habaziowate Kolcoki

Pośród kłujących, rosłych zielsk (czyli inakszy habaziów) znaleźć można kilka bardzo cennych gatunków, począwszy od Czarciego Żebra czyli Ostrożenia warzywnego (Cirsium oleraceum), przez Ostrożeń polny (Cirsium arvense) i lancetowaty (Cirsium lanceolatum syn. Cirsium vulgare), Oset zwisły (Carduus nutans) i nastroszony (Carduus acanthoides) oraz Popłoch (Onopordum acanthium). Wszystkie solidnie kłują a dlaczego to sama Matka Natura podpowiada – są tak cenne, że muszą się bronić kolcami by przetrwać. Wiele z nich zostało dobrze opisanych przez dr Henryka różańskiego i wielu współczesnych polskich fitofarmakologów:

  1. Cirsium arvense
    https://rozanski.li/806/ostrozen-polny-cirsium-arvense-l-scopoli-w-medycynie-ludowej/
  2. Cirsium oleraceum
    http://www.czytelniamedyczna.pl/3843,ostrozen-warzywny-cirsium-oleraceum-l-scop-substancje-aktywne-mozliwe-zastosowa.html
    https://rozanski.li/803/herba-cirsii-oleracei-ziele-ostrozenia-warzywnego/
    oraz wcześniej u mnie
    https://staryzgred.home.blog/2019/05/30/dioskowe-ziobro/
  3. Onopordum acanthium (niestety deczko przejaskrawiony w jego właściwościach trujących)
    https://bialczynski.pl/2012/08/07/przeploch-poploch-ziele-przeplata-perepulta-lzawiczka-lzy-czarodany-cebula-czarownic-albo-niedzwiedzi-czosnek-i-konopie-krzew-platwy-przepigoly/

No cóż – tak to już jest, że nawet osoby posiadające ciut większe wykształcenie mają tak horrendalne braki w wiedzy botanicznej, że często trafiają się „kwiotki” wołające o pomstę do nieba – graficzkę istniejącą w Diabelskich Czeluściach Ynterneta pozostawię bez komentarza…

Tym razem jednak skupię się na największym z nich czyli Popłochu.

Onopordum acanthium – Popłoch, czasem zwany Przedpłochem, przez rolników nazywany Diabelskim Chwastem. Na niektórych forach i blogach znów pojawia się „Nowomoda na Ziółka” i mylnie go Czarcipłochem nazywają – na Litwie nazwa ta przynależy Ostrożeniowi warzywnemu (Cirsium oleraceum) a na kresach polskich odnosi się do Ostu nastroszonego (Carduus acanthoides) czasem zwanego zwyczajnym. Dopiero w głębokiej Rosji spotkać czasami można starowinki zowiące go Czartopłochem (Чертополох). Nazwa rodzajowa Onopoedum pochodzi od efektu jaki ta roślina wywołuje u osłów, które często ją zjadają – onos (gr. όνος = osioł) i perdon ( gr. πoρδον = wiatry)… fajnie – co nie?

Popłoch to dwuletnia roślina z rodziny astrowatych. Roślina jest szeroko rozpowszechniona na świecie – rośnie w Europie i Azji a także zawleczony został do obydwu Ameryk i na kontynent Australijskim. Dorasta on do 3 metrów wysokości i jest naprawdę pięknym, wspaniale kwitnącym habaziem.
Popatrzcie – to nie PhotoShop.


fot Steve Dewey

Ze względu na jego „owłosienie” często bywa zwany Cotton Thistle czyli Bawełnianym Ostem ze względu na meszek jaki go porasta – jest delikatny i białawy sprawiający wrażenie jakby był oblepiony bawełną.


fot. własna

Popularna także jest nazwa odnosząca się do symboliki tej rośliny a mianowicie Scottish Thistle, gdyż jest ona symbolem narodowym Szkotów. Niestety literatura anglosaska nie rozpieszcza Nas w omówieniach tego gatunku.

Bardzo popularne jest to zioło u naszych wschodnich sąsiadów – zowią go przeróżnie:

  • Tатарник обыкновенный
  • Татарник колючий
  • Tатарка
  • Басурманская трава
  • Бодяк красноголовый
  • Будяк
  • Bолчец
  • Дедовник
  • Драпач
  • Жабра трава
  • Kолкий арепейник
  • Kолючник
  • Oслиная колючка
  • Oсот повалотный
  • Oнопордон
  • Патаварт
  • Pепей колючий
  • Чертогон
  • Чертополох


fot. Олга Курдюкова

Pędy rośliny pierwszego roku są używane w kuchni wielu krajów Europy wschodniej i środkowej: koszyczki kwiatowe po usunięciu płatków i przylistków stanowią odpowiednik karczochów. Dodatkowo kwiatostany zawierają kompleks enzymów proteolitycznych onopordozyn, które są stosowane jako środek ścinający mleko w serowarstwie. Młode listki sa bardzo smacznym warzywem. Korzenie przyrządza się jak szparagi. Tłuste nasiona są przysmakiem ptactwa a dawniej tłoczono z nich olej spożywczy.

Pewno ci z Was, którzy lubią się uraczyć „zielonym” chętnie wypróbują stary przepis na Polskie Karczochy:

  • koszyczki kwiatowe popłochu
  • szczypta soli
  • sok z jednej cytryny
  • łyżka masła
  • pół łyżeczki cukru
  • trzy łyżki masła
  • trzy ząbki czosnku
  1. usuńcie z koszyczków kwiatowych płatki i twarde przylistki
  2. w garnku zagotujcie osoloną wodę z sokiem z cytryny, masłem i cukrem
  3. wrzućcie koszyczki na wrzątek i gotujcie przez około dziesięć minut
  4. w rondelku roztopcie masło i dodajcie roztarty z solą czosnek
  5. odcedzone koszyczki ułóżcie na ogrzanej salaterce i polejcie roztopionym masełkiem – smaczności.

Teraz nieco nudniej bo bardziej naukowo

Co znaleziono w surowcu jakim jest Popłoch:

Flawonoidy
Z nadziemnej części wyizolowano apigeninę i luteolinę, które występują zarówno w liściach ijak i w kwiatach. Ponadto inne metoksy pochodne taie jak nepetyna, chryzeriol, hispidulina i pektolinarigenina. Eriodiktyol, kwercetynę oraz cyjaninę znaleziono w kwiatach.

Lignany
W całym ziole znaleziono także lignany, takie jak pinoresinol, syringaresinol i medioresinol. Natomiast korzenie zawierają diizowalerianian nitidaniny a także arktiin.

Kumaryny
Wykryto obecność w rośline aeskuliny i aeskuletyny.

Terpenoidy
Wszystkie części zioła zawierają laktony seskwiterpenowe i triterpenoidy takie jak pochodne elemanu, germakrenu, eudesman i guaiana. Podejrzewa się, ze związki te mogą odgrywać rolę w działaniu przeciwnowotworowym Popłochu.
Znaleziono także pochodne gwajanu: estafiaton, zaluzaninę C oraz tetrahydrozaluzaninę C . Germakranolidy (onopordopikrynę oraz arktiopikrynę).

Alkohole triterpenowe
Wyizolowane zostały także alkohole triterpenowe: amiryna, lupeol oraz triterpenoid taraxasterol.

Steroidy
W niełupkach nasion wykryto obecność awenasterolu, kampesterolu, stigmasterolu, β-sitosterolu, brasikasterolu i cholesterolu.
W oleju uzyskanym z tłoczenia nasion stwierdzono wolne sterole: β-sitosterol, kampesterol, oraz śladowe ilości sitosterolu i stigmasterolu. Wównież obecne są kwasy tłuszczowe: kwas linolowy, oleinowy, palmitynowy, stearynowy i pentadekanowy. Łączna zawartość kwasów nasyconych i nienasyconych w nasionach dojrzałych wynosiła 0,11–2,23 mg/g. Zidentyfikowano kwasy epoksydowe, takie jak kwas wernolowy i koronarowy; kwasy nasycone, takie jak kwas hentriakontanowy, nonakozanowy, stearynowy, palmitynowy, arachidowy, pentadekanowy, margarowy, mirystynowy i behenowy; kwasy nienasycone z jednym wiązaniem podwójnym, takie jak kwas palmitynowy, oleinowy, gadolowy, erukowy i wakenowy; i wielonienasycone kwasy, takie jak kwas linolowy.
W liściach natomiast wykryto obecność kwasów linolowego i linolenowego. Ponadto w korzeniach stwierdzono kwas oktadekadienowy.

Do celów leczniczych zbiera się korzeń (z pierwszorocznych rozet) i ziele drugorocznego, kwitnącego popłochu. Skład chemiczny części nadziemnej i korzeni jest interesujący i ciekawy. Bardzo dokładne badanie tego zioła opublikowano w 2019 roku w pracy „Traditional Medicine Plant Onopordum acanthium – chemical composition and pharmagological research” autorstwa Ekateriny Robertovnoy Garsiya, Dmitrija Alexeevicha Konovalova, Arnolda Alexeevicha Shamilova, Margatity Pietrovnoy Glushko i Kulpan Kenzhebaevnoj Orynbarsarovoy z departamentu Farmakognozji Botanicznej i Technologii Preparacyjnej Medycznego Instytutu Farmaceutycznego w Piatigorsku.
Zainteresowani mogą odnaleźć tą publikację bo jest dostępna nieodpłatnie.


fot. Виктор Колесников

Teraz odrobina etnofarmakologii czyli jak Popłoch stosowano dawniej.

Przede wszystkim ceniono zioło za jego właściwości moczopędne, osłaniające, pobudzające układ nerwowy a także leczące i ożywiające skórę. Korzeń i ziele popłochu stosowano dawniej w leczeniu ropiejących ran a także tonizujący pracę serca. Sok ze świeżych liści stosowano przy owrzodzeniach o charakterze nowotworowym, natomiast napary (herbatę) przy stanach zapalnych dróg moczowych.

Właściwości zioła przekazywane z pokolenia na pokolenie zostały zostały potwierdzone eksperymentami farmakologicznymi z ekstraktami i poszczególnymi związkami metodami in vitro oraz in vivo w cytowanej powyżej pracy. Tradycyjne stosowanie Popłochu jako rośliny jadalnej, źródła miodu (w Patagonii na dziko rosnących roślinach pożytek mają tamtejsi pszczelarze), środka przeciwzapalnego, przeciwnowotworowego i kardiotonicznego, świadczy o bezpieczeństwie i nietoksyczności tej rośliny (wbrew temu o czym wspominał Czesław Białczyński jakoby „był trujoncen„).

W medycynie ludowej odwar z ziela stosuje się w leczeniu ropnych ran, zmian nowotworowych skóry a także i tężca. Rosyjscy lekarze stosują odwar jako środek profilaktyczny po operacjach usuwania nowotworów złośliwych, w leczeniu tocznia, wrzodów i skrofuli. Ponadto tą postać leku stosuje się przy reumatyzmie, dnie moczanowej, zapaleniu pęcherza a także i w przeziębieniach. Napar z kwiatów służy do przemywania w choróbach spojówek. Odwar z korzeni jest stosowany jako silny środek przeciwzapalny. Sok ze świeżych roślin stosuje się w leczeniu nowotworów skórnych, czyraków, wysypek krostkowych, pęknięć skóry i wyprysków. Napar stosuje się do płukanek przy aftach i pęknięciach w kącikach ust. Kąpiele z mocnych naparów dobrze oczyszczają i leczą zmiany skórne a także usuwają cellulit. W Bułgarii odwar z zioła polecany jest na kaszel, astmę, nerwice serca, kołatanie serca. Zewnętrznie w postaci płukanek i okładów m.in. na ropny trądzik. W ormiańskiej medycynie ludowej stosowany jest jako środek przeciwzapalny i bakteriobójczy. Koszyczki kwiatowe są stosowane jako środek przeciwnowotworowy. Odwar z ziela polecany jest przy nerwicach serca, astmie, chorobach skóry.

Teraz najważniejsze – przetwory i dawkowanie.

Napar z liści:
łyżkę liści pozostawić na cztery godziny w szklance wrzącej wody, odcedzić. Pół szklanki wypija się 2-3 razy dziennie.

Zimny macerat wodny z kwiatów i liści:
20 gramów surowca zalewa się szklanką przegotowanej i wystudzonej wody, odstawia na cztery godziny po czym odcedza. Stosuje się ćwierć szklanki trzy razy dziennie. Ta postać zalecana jest przykołataniu serca, zapaleniu oskrzeli, przeziębieniach, zapaleniu pęcherza, niedociśnieniu, zapaleniu nerek a także w stanach osłabienia organizmu. Taki macerat stosuje się także zewnętrznie na karbunkuły, oparzenia, odmrożenia i czyraki w formie przemywań.

Gorący macerat wodny z liści:
15 gramów surowca zalewa się 300 mililitrami (półtorej szklanki) wrzątku i odstawia pna godzinę pod przykryciem po czym odcedza. Nadaje się do leczenia zmian skórnych o charakterze wyprysków i egzem.

Odwar
20 gramów kwiatów i liści zalewa się 300 mililitrami gorącej wody i gotuje na małym ogniu przez około kwadrans pod pokrywką. Po odcedzeniu stosuje się go cztery razy dziennie między posiłkami po dużej łyżce. Ta forma leku ziołowego stosowana jest w leczeniu hemoroidów, reumatyzmu, kaszlu, zapaleniu pęcherza i w zbyt szybkim biciu serca. Odwar nadaje się również do przemywania ropni, wrzodów, nie gojących się ran. Można go zastosować również jako składnik balsamów i lub do okładów trudno gojących się czyraków.

Świeży sok:
Należy wziąć świeżą całą rośłinę, spłukać, usunąć wszystkie kolce, przekręcić przez maszynkę do mięsa i wycisnąć sok z rośliny. Jest stosowany zewnętrznie do okładów w leczeniu ran i owrzodzeń.

Preparaty ziołowe z Popłochu nie wykazują toksyczności i nawet przy długotrwałym stosowaniu nie powodują skutków ubocznych. Działają kardiotonicznie, zwiększają siłę skurczów serca, zwężają naczynia obwodowe, podwyższają ciśnienie krwi, napięcie mięśni gładkich oraz zwiększają diurezę. Mają również działanie bakteriobójcze.

No i najistotniejsze – Przeciwwskazania

  • choroby układu krążenia (nadciśnienie i choroby współistniejące – arytmia, tachykardia itp.)
  • ciąża i laktacja
  • nie zaleca się stosowania u dzieci poniżej 12 roku życia, z wyłączeniem stosowania zewnętrznego, w szczególności okładów
  • indywidualna nietolerancja na rośliny astrowate

Prowadzone badania fitofarmakologiczne wskazują, że Onopordum acanthium jest ziołem zarówno profilaktycznym i leczniczym. Wyciągi z liści, korzeni i nasion potwierdzają przekazywane przez zielarzy właściwości. Efekty te można wykorzystać w leczeniu przewlekłych stanów zapalnych, normalizowanie wysokiego ciśnienia i zapobieganiu różnym typom nowotworów. Bardziej szczegółowe badania składu chemicznego badania porównawcze Popłochu i gatunków jemu pokrewnych, takich jak Onopordum illyricum, Carduus nutans i Cirsium vulgare napawają optymizmem.


fot. Марина Скотникова

źródła:

  • Пастушенков Л. В., Пастушенков А. Л., Пастушенков В. Л. „Лекарственные растения – Использование в народной медицине и быту” 1990
  • Попов А.П. „Лекарственные растения в народной медицине” 1960

Porosty

fot własna

To surowce lecznicze stosowane od tysiącleci lecz niestety traktowane przez współczesnych fitoterapeutów po macoszemu. Niewiele da się znaleźć opracowań prócz Brodaczki zwyczajnej, Chrobotka reniferowego, Mąklika otrębiastego czy też Płucnicy islandzkiej. Owszem, sporo jest opracowań stricte fitochemicznych na poziomie akademickim co dla przeciętnej Zielichy i Zielicha jest zbyt zagmatwane by z łatwością przełożyć to na zastosowanie w praktyce.

Ale do rzeczy

Porosty – czyli prawidłowo Grzyby Lichenizowane to organizmy, których rozwój jest możliwy dzięki spotkaniu przez komórki grzyba odpowiedniego partnera glonowego. Obecna fachowa definicja stanowi:

„porosty to stabilna samowystarczalna asocjacja mikobionta (grzyba) i fotobionta (glonu), w której mikobiont traktowany jest jako partner zewnętrzny”

Porosty zasiedlają niemal każde miejsce na Ziemi zamieszkując tereny bardzo trudno dostępne dla roślin – mówi się, że rozpoczynają one „Pochód Matki Natury”. Obecne liczba znanych, występujących w przyrodzie gatunków porostów na Ziemi to około 20 tysięcy.

Zastosowanie porostów jest znane od dawna – znajdziemy w informacje o ich zastosowaniu kulinarnym, jako środków leczących różne dolegliwości czy też jako surowiec stosowany do do barwienia tkanin. Wraz z rozwojem nauki zaczęto weryfikować przekazy ludowe badając skład porostów i odkryto, że ich właściwości porostów powiązane są z obecnością w ich plechach specyficznych związków chemicznych, np kwas fumaroprotocetrarowy (1826) czy też kwas ursinowy (1844). W początkach ubiegłego wieku znane było już ponad półtorej setki porostowych metabolitów wtórnych (jak nazywa się aktywne związki występujące w tych surowcach). Obecnie,dzięki postępowi fitochemii znane jest ponad OSIEMSET substancji aktywnych.

Porostowe metabolity wtórne charakteryzują się sporą różnorodnością co sprawia, że posiadają wielokierunkowe działanie np. przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze, przeciwwirusowe, hamujące procesy enzymatyczne, przeciwnowotworowe, ale także takie, które są niekorzystne z punktu widzenia zastosowania w terapii – np ich właściwości alergogenne (!).

Najlepiej jednym z najbardziej poznanych związków występujących w porostach jest kwas ursinowy – żółty barwnik występujący w wielu gatunkach porostów co sprawiło, że stał się on głównym obiektem badań dotyczących m.in. aktywności przeciwdrobnoustrojowej. Potwierdzono ludowe zastosowanie porostów w leczeniu zakażeń bakteryjnych takich jak:

  • Bacillus subtilis
  • Corynebacterium diphtheriae
  • Enterococcus faecalis
  • Mycobacterium aurum
  • Mycobacterium tuberculosis
  • Pneumococcus sp.
  • Staphylococcus aureus
  • Streptococcus sp.

a także grzybiczych:

  • Candida albicans
  • Trichophyton mentagrophytes

Można by ciągnąc w nieskończoność dywagacje natury fitochemicznej lecz wielu z Was zanudziłbym pewnie do imentu.

Czas zatem by postarać się przełożyć ten zakres współczesnej wiedzy naukowej na praktyczne zestawienia. Zajmijmy się zatem właściwościami przeciwbakteryjnymi – niestety część z porostów wykazuje właściwości bakteriobójcze a część bakteriostatyczne czyli na „chłopski rozum” zabijające bakterie lub ograniczające ich namnażanie – niestety wówczas zmienia się zakres zastosowania bo te bakteriobójcze będą aktywnie niszczyć zakażenia już istniejące natomiast te bakteriostatyczne będą działały zapobiegawczo w możliwym rozwoju infekcji.

Spośród mniej znanych nam porostów lecznicze właściwości posiadają:


fot British Lichen Society

Brodaczka właściwa (Usnea barbata) – to zapomniany porost o właściwościach przeciwbakteryjnych względem

  • Bacillum subtilis
  • Micrrococcus viridans (syn Streptococcus viridans)
  • oraz Staphylococcus aureus.

———————————————————


fot British Lichen Society

Chrobotek kędzierzawy (Cladonia crispata) – działającym bakteriostatycznie na Mybobacterium smegmatis powodującą oportunistyczne infekcje gruczołów wydzielniczych narządów płciowych.

———————————————————


fot British Lichen Society

Chrobotek rosochaty (Cladonia foliacea) – zawierający inny metabolit a mianowicie kwas fumaroprotocetrarowy wykazujący silną aktywność wobec Bacillus subtilis, Bacillus cereus i Listeria monocytogenes, a także przeciwgrzybiczą względem Candida albicans i Candida glabrata.

———————————————————


fot. własna

Chrobotek widlasty (Cladonia furcata) – działający silnie bakteriobójczo względem Enterobacter cloaceae.

———————————————————


fot British Lichen Society

Misecznica murowa inaczej Rozetnik murowy (Lecanora muralis) – posiada słabsze właściwości bakteriostatyczne jedynie względem Bacillus subtilis.

———————————————————


fot British Lichen Society

Misecznica żylasta (Lecanora frustulosa) – posiada właściwości przeciwbakteryjne względem Bacillus mycoides, Bacillus subtilisEnterobacter cloaceae, Escherichia coli, Klebsiella pneumoniae i Staphylococcus aureus oraz przeciwgrzybicze względem Aspergillus flavus Aspergillus fumigates, Botrytis cinerae, Candida albicans oraz Fusarium oxysporum.

———————————————————


fot. własna

Odnożyca mączysta (Ramalina farinacea) – działająca silnie bakteriobójczo względem Bacillus subtilis, Escherichia coli, Listeria monocytogenes, Staphylococcus aureus i Streptococcus foecalis, a także na Proteus vulgaris.

———————————————————


fot British Lichen Society

Pawężnica palczasta (Peltigera polydactylon) – to kolejny słabo znany porost o właściwościach bakteriostatycznych względem Bacillus subtilis, Staphylococcus aureus i Escherichia coli.

———————————————————


fot British Lichen Society

Pawężnica żyłkowata (Peltigera leucophlebia) – jest bardzo ciekawym porostem wykazującym działanie hamujące proliferację (namnażanie się) komórek raka piersi, raka trzustki i raka jelita grubego. Jednakże jest to obecnie faza intensywnych badań laboratoryjnych, które nie wykroczyły poza in-vitro choć stanowiących wstępne potwierdzenie ludowego zastosowania tego porostu do leczenia guzów.

———————————————————

W moich rewirach spotykam często ich kuzynkę – Pawężnicę sałatową (Peltigera hymenina) – jest bardzo wdzięcznym obiektem do obserwacji choć na pierwszy rzut oka niczym nie odróżnia się od opadłych liści. Niestety jak dotąd nie udało mi się znaleźć wzmianek by również była wykorzystywana leczniczo.


Peltigera hymenina fot własna

———————————————————


Xanthoria parietina fot. własna

Złotorosty – zarówno ścienny (Xanthoria parietina) jak i pyszny (Xanthoria elegans) wykazują właściwości bakteriobójcze względem Staphylococcus aureus oraz Escherichia coli. Ciekawostką jest, że obydwa złotorosty wykazują właściwości przeciwwirusowe względem wirusa grypy rzekomej, cytomegalowirusów i herpeswirusa Epsteina-Barr.


fot British Lichen Society

———————————————————

Zapewne zapytacie „a co Wam da takie zestawienie?”
Otóż mając potwierdzone właściwości przeciwdrobnoustrojowe poszczególnych porostów można pokusić się o ich zastosowanie jako składnika preparatów bakteriobójczych czy też grzybobójczych w fitoterapii.

Najczęściej stosowanym przez zielarzy produktem jest nalewka wykonywana w proporcji 1:5 z użyciem 50% etanolu w tzw gorącej mokrej kąpieli czyli fachowo Łaźni Wodnej. To uciążliwy proces bo wymaga doświadczenia i NIE używania otwartego ognia – umieszcza się naczynie z pokrojonym i rozdrobnionym w moździerzu surowcem zalanym spirytusem na podkładkach w garnku wypełnionym wodą i ustawionym np na kuchence elektrycznej ustawionej na minimum by utrzymywać temperaturę ekstrakcji w granicach 60’C. Ekstrakcja trwa trzy doby po czym po ostygnięciu taką nalewkę filtrujemy i przechowujemy w ciemnym szkle.

Tych z Was, którzy chcieliby rozszerzyć sobie temat zastosowania praktycznego porostów odsyłam do doskonałego opracowania Alli Oliwiak o Chrobotku reniferowym (przetwarzanie innych porostów odbywa się podobnymi technikami).

Znieczulecznik – Acmella, Spilanthes

Od niedawna wiele zacnych zielich pasjonuje się niewielkim kwiatuszkiem o całkiem niezwykłych właściwościach. Poszperałem nieco w Diabelskich Czeluściach i postanowiłem szerzej omówić tego ancymona.
Acmella czyli ziółko określane polskim mianem Znieczulecznik a w światowej literaturze spotykane jako Toothache Plant, Paracress, Sichuan Buttons, Buzz-Buttons, Tingflowers, Pricklebloom oraz Electric Daisy.

synonimy:
Spilanthes acmella pod tą nazwą można znaleźć najwięcej opracowań
Anacyclus pyrethraria
Bidens acmelloides
Bidens fervida
Bidens fixa
Bidens fusca
Bidens oleracea
Cotula pyrethraria
Pyrethrum spilanthus
Spilanthes fusca
Spilanthes oleracea
Spilanthes radicans

Znieczulecznik (Spilanthes spp. syn. Acmella) to rodzaj obejmujący ponad 60 gatunków, bardzo szeroko rozpowszechnionych w tropikalnych i subtropikalnych regionach świata, takich jak Afryka, Ameryka i Azja (Borneo, Indie, Sri Lanka). Spilanthes acmella pochodzi z Brazylii i jest uprawiana przez cały rok jako roślina ozdobna lub lecznicza. Jest to zioło jednoroczne o wysokości 40-60 centymetrów.
Spilanthes łatwo pozyskuje się z nasion, które wysiewa się pod koniec marca lub w kwietniu na luźnym i wilgotnym podłożu. Jej nasiona są małe, płaskie, mają tylko 2–3 mm długości. Nasiona rozprowadza się po powierzchni podłoża, lekko przysypuje ziemią. Wymagają kiełkowania w jasnym miejscu w temperaturze około 20’C. Pędy nasion pojawiają się w ciągu kilku dni. W tym czasie należy upewnić się, że gleba nie wysycha a w razie potrzeby sadzonki są przerzedzane. Wyrosłe sadzonki (w fazie dwóch prawdziwych liści) przesadza do oddzielnych pojemników. Rośliny wysadza się do gruntu najlepiej w Maju, kiedy zniknie zagrożenie nocnymi przymrozkami. Przesadzone rośliny łatwo i szybko się zakorzeniają.

Spilanthes nie jest trudny w uprawie. Rośnie bardzo szybko, a nie w górę, jak zwykle większość roślin, ale rozprzestrzenia się po ziemi (średnica jednej rośliny wynosi około 70 cm). Tworzy ciemnozielony dywan, choć w słońcu jego liście nabierają czerwonawego odcienia. Liście Spilanthes są długie, ogonkowe, szeroko jajowate, owalne, u podstawy ścięte, z nierównymi zębami na krawędziach. Pełzające łodygi rośliny kończą się stożkowatymi lub kulisto-stożkowymi kwiatostanami. Te niezwykłe kwiatostany na wysokich (do 30 cm) szypułkach nadają roślinie wysokość. Niewiele przypominają znane nam kwiaty. Zewnętrznie przypominają żółte beczułki z czerwono-brązową czapką u góry przez co są bardzo podobne do gałki ocznej ze źrenicą. Nic dziwnego, że za granicą nazywana jest „rośliną byczego oka” (Bull-Eye Plant). W miarę dojrzewania poszczególnych kwiatków języczkowych cały kwiatostan staje się żółty. Spilanthes kwitnie długo i obficie.
Lepiej jest wziąć słoneczną działkę do uprawy, ponieważ w cieniu roślina czuje się przygnębiona, nie rozrasta się dobrze na ziemi i może zostać uszkodzona przez szkodniki (głównie ślimaki). Czasem udaje się w dobrych miejscach rozmnażać ją wegetatywnie przysypując łodygi liście odrobiną ziemi przez co powstają szybko dodatkowe korzenie co sprawia, ze roślina rośnie i rozprzestrzenia się jak roślina okrywowa. Gatunek wygląda bardzo pięknie w wiszących doniczkach bez partnerów. Jednak na rabatach wspaniale czuje się pośród Nagietków, Petunii a także z roślinami o jasnych liściach, takimi jak Dichondra reppens.

W Europie roślina jest lepiej znany jako Rukiew Oleista (od synonimu Spilanthes oleracea). Eksperci kulinarni doceniają ją za ostry smak i pikantny aromat i wykorzystują jako zieleń w sałatkach, a także składnik różnych ostrych sosów i przypraw. Rzeczywiście smak jej jest osobliwy – można powiedzieć, wyjątkowy. Na początku ostry, prawie ostry, ale nie taki sam jak pieprz. Przypomina działanie dwutlenku węgla w napojach mocno gazowanych. W takim przypadku czubek języka i usta stają się na chwilę odrętwiałe, a kubki smakowe tracą wrażliwość. Dzieje się tak, ponieważ liście tej rośliny zawierają Spilantol, który ma silne działanie przeciwbólowe. Dlatego w domu można łatwo przygotować znieczulenie zewnętrzne ze świeżego ziółka – w tym celu świeże, pokruszone liście zalewa się wódką w proporcji 1:2. Taką prostą nalewkę można użyć, gdy wymagane jest znieczulenie zewnętrzne: ból zęba, siniaki, skręcenia, zapalenie stawów, artroza i inne. Znajduje również zastosowanie w leczeniu ogólnoustrojowych chorób układu mięśniowo-szkieletowego (dna, reumatyzm). To wyjątkowe zioło eliminuje miejscowy ból bez żadnych skutków ubocznych.
W Brazylii zioło jest uznawane za oficjalny surowiec i jest stosowany w etnomedycynie. Spilanthes jest również powszechnie stosowany w medycynie indyjskiej
Kwiaty i liście mają ostry smak, a po zadziałaniu na błony śluzowe pojawia się mrowienie i drętwienie. Rodzaj ten powszechnie stosowany jako remedium np. na ból zęba, reumatyzm i gorączkę an także jako świeża roślina warzywna oraz przyprawa do japońskich przystawek.

Istnieje pięć grup składowych, które są uważane za odpowiedzialne za dużą aktywność w rodzaju Spilanthes: alkamidy, kumaryny, flawonoidy, terpenoidy i polisacharydy. Podczas gdy firmy farmaceutyczne i kosmetyczne zwykle stosują wyodrębnione związki komercyjnie, badania sugerują, że ekstrakt ze Spilanthes jest lepszy w działaniu niż izolowane związki, prawdopodobnie z powodu wzmocnienia farmakokinetyki lub poprawy farmakodynamicznej. Są to fantazyjne sposoby wyrażenia synergii lub wyników, które pojawiają się, gdy małe cząsteczki oddziałują, a nawet są od siebie zależne, aby stworzyć istotny (i magiczny, spójrzmy prawdzie w oczy) efekt.
Dla wielu ludzi znających się na medycynie integracyjnej lub konstytucyjnej jest to trochę oczywiste, ale naukowcy wyjaśniają to: Spożycie ekstraktu roślinnego prawie zawsze działa na wiele ścieżek w organizmie. Naukowcy podkreślają, że to wskazuje, że zioło to coś więcej niż suma jego części – to także dość znana koncepcja w integracyjnych i holistycznych praktykach leczniczych. Ale miło ze strony naukowców, że tak mówią, wraz z sugestią, że tego rodzaju raczej farmakodynamiczny synergizm sugeruje, że leki ziołowe mają coś specjalnego do zaoferowania.

W rodzaju Spilanthes na świecie terapeutycznie wykorzystywane są także inne gatunki:

  • Spilanthes americana
  • Spilanthes calva – zawierający także glikozydy nasercowe
  • Spilanthes ciliata – wyciągi etanolowe działają silnie hepatoprotekcyjnie
  • Spilanthes mauritiana – ten gatunek wykazuje się silnymi właściwościami przeciwbakteryjnymi np względem Corynebacterium diphtheriae
  • Spilanthes ocymifolia
  • Spilanthes oppositifolia
  • Spilanthes paniculata – szeroko stosowany w Azji południowo-wschodniej ze względu na właściwości przeciwmalaryczne

Poniżej znajduje się (bynajmniej nie wyczerpująca) lista niektórych z najczęstszych sposobów używania tego zioła:

Pielęgnacja jamy ustnej i zębów: bóle zębów, próchnica i infekcje, bóle gardła, owrzodzenia jamy ustnej, krwawiące dziąsła, zapalenie jamy ustnej, zapalenie dziąseł, a także jako sialagoga (ślinotwórcza).

Dolegliwości bólowe: ból głowy, bóle mięśni, reumatyzm, miejscowe znieczulenie miejscowe.

Przeciwdrobnoustrojowe: przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze przeciwko infekcjom, takim jak grzybica pochwy, grzybica pochwy, stopa atlety. W kilku rundach testów stwierdzono, że ekstrakty etanolowe działają na bakterie Gram-dodatnie Bacillus cereus, Bacillus pumilus, Bacillus subtilis, Bacillus cereus, Staphylococcus aureus, Enterobacter faecalis, Pseudomonas aeruginosa i Corynebacterium diphtheriae oraz Gram-ujemne bakterie Escherichia coli. Stwierdzono, że wodne ekstrakty są nieaktywne wobec tej mikroflory.

Odporność: przeziębienie, gorączka, grypa, kaszel, gruźlica, zapalenie płuc. Naukowcy uważają, że różne gatunki Spilanthes wpływają na funkcję immunologiczną poprzez modulację funkcji makrofagów. Ta aktywność immunostymulująca może wynikać z obecności alkamidów i polisacharydów w badanych ekstraktach.

Dolegliwości żołądkowo-jelitowe: bóle brzucha, czerwonka, nieżyt żołądka, choroby jelit, biegunka, zaparcia, wymioty, zaburzenia czynności wątroby. Stwierdzono, że zarówno etanol, jak i wodne ekstrakty ze świeżych liści Spilanthes acmella mają działanie przeciwzapalne w ostrych, podostre i przewlekłych stanach zapalnych. Wyniki badań sugerują, że jeden ze składników, spilantol, hamuje produkcję mediatorów prozapalnych na poziomie transkrypcji i translacji.

Dolegliwości dróg moczowych: silnie moczopędne, rozpuszczanie kamieni nerkowych i złogów wapnia.

Przeciwpasożytniczo: malaria, infekcje robakami, swędzenia skóry głowy, działanie owadobójcze.

Spilanthes stosuję najczęściej w postaci nalewki, bo perspektywa wypicia całej filiżanki herbaty wywołuje u wielu dziwne samopoczucie. W przypadku miejscowego leczenia ran i wysypki napary są tak samo skuteczne. Można też pokusić się o ekstrakt na bazie alkoholu jako składowa do różnych maści i mazideł.

Za Wielką Wodą popularne jest remedium zimowe dla kurowania ostrego przeziębienia i grypy – powstaje przez połączenie trzech części naleweczki z kwiatów Spilanthes acmella z jedną częścią nalewki z korzenia Ceanothus americanus. Przeciwbakteryjne i mobilizujące działanie makrofagów Spilanthes łączy się z mocą stymulacji limfatycznej Ceanothus, aby katalizować działanie immunologiczne przypominające Super-Remedium. W przypadku poważnego przeziębienia zaleca się 30-60 kropli co dwie godziny.

U naszych Wschodnich Sąsiadów Acmella (bo ta nazwa jest tam w użyciu) jest najbezpieczniejszym i najbardziej naturalnym środkiem pochodzenia roślinnego zwiotczającym mięśnie, co pomaga blokować skurcze mięśni prowadzące do powstawania zmarszczek powierzchownych i mimicznych. Rzeczywiście ekstrakt, który jest pozyskiwany z kwiatów rośliny Acmella oleracea , jest uważany za naturalną alternatywę dla toksyny botulinowej. Dziś kosmetyki zawierające ekstrakt z tych kwiatów są stosowane miejscowo, podobnie jak kompleksy neuropeptydów. Uznawane są jest za naturalny środek zwiotczający mięśnie, a według niektórych badań regularne stosowanie preparatu rozluźnia mięśnie twarzy, redukując zmarszczki na twarzy spowodowane napięciem lub przykurczem twarzy. W jednym badaniu klinicznym 75% pacjentów natychmiast wykazało wygładzające działanie ekstraktu Acmella oleracea: wyniki pojawiły się już dzień po pierwszym zastosowaniu. Jest to całkowicie odwracalny efekt, który trwa nie dłużej niż 24 godziny. To prawda, naukowcy twierdzą, że przy codziennym stosowaniu ekstraktu z kwiatów można spodziewać się „interesującego efektu kumulacji”, jednak ziółko niestety nie jest w stanie stymulować syntezy kolagenu, jak robią to niektóre typy peptydów . Przy regularnym stosowaniu takich produktów skóra wygląda na gładszą, ponieważ trwale rozluźnia mięśnie twarzy i zmniejsza prawdopodobieństwo powstawania nowych zmarszczek. W tym przypadku zastosowanie mają produkty na bazie ekstraktów wodno-etanolowe, które poprzez stymulację, reorganizację i wzmocnienie sieci kolagenowej mogą znaleźć zastosowanie w mazidełkach przeciwzmarszczkowych.

Reasumując:

Acmella „liftinguje” starzejącą się skórę dzięki unikalnemu działaniu „botanicznego botoksu”. Posiada właściwości ściągające, regulujące wydzielanie sebum i kojące – pomaga zrównoważyć tłustą skórę, jednocześnie kojąc skórę.

Wskazane jest przeprowadzenie testu alergicznego na zgięciu łokcia, choć generalnie wyciąg z kwiatu Spilanthes oleracea nie należy do alergenów i może nawet nadawać się do pielęgnacji skóry wrażliwej

W etnomedycynie Ameryki południowej roślina znana jest jako afrodyzjak. Jej protestosteronowe właściwości zostały potwierdzone in vivo na zwierzętach laboratoryjnych. Określana bezpieczna dawka waha się od 1,6 g do 2,2 gramów. Obecnie uważa się to zioło za wystarczająco silne, aby całkowicie zablokować oś podwzgórze-przysadka-gonady (HPA) na tyle, aby wymagać terapii odblokowującej. Mając to na uwadze, ważne jest, aby postępować zgodnie z wytycznymi dotyczącymi poszczególnych suplementów. Zaleca się, by terapia trwała 8 tygodni po czym następują 4 tygodnie okresu karencji (wolnego lub coś w tym rodzaju).

Aha – najważniejsze – nawiąc się ze Znieczulecznikiem nie zapomnicie założyć lateksowych rękawiczek – w przeciwnym razie wrażliwość na dotyk może zaniknąć nie powróci szybko 🙂

źródła:

Veda Prachayasittikul i in. – Wysoki potencjał terapeutyczny Spilanthes acmella
Department of Clinical Microbiology and Applied Technology, Faculty of Medical Technology, Mahidol University, Bangkok, Thailand

Pavani Manupati i in. – Wstępne badanie fitochemiczne ekstraktów z liści trzech indyjskich roślin leczniczych: Spilanthes calva, Declpis hamiltonii i Madhuca longifolia.
Zakład Farmakologii CMR College of Pharmacy, India

Suchita Dubey, i in. – Fitochemia, farmakologia i toksykologia Spilanthes acmella,
Postępy Nauk Farmakologicznych

Jayaraj Paulraj i in. – Rodzaj Spilanthes – etnofarmakologia, fitochemia i właściwości farmakologiczne.
Postępy Nauk Farmakologicznych

Supaluk Prachayasittikul, i in. – Bioaktywne metabolity ze Spilanthes acmella,
Department of Chemistry, Faculty of Science, Srinakharinwirot University, Bangkok 10110, Thailand

Zimowe Delicje

Zapewne zachomikowaliście sobie sporo suszonych jagódek Hyćki i Szypszyny. Niestety wiele przepisów na syropy jest opartych na świeżych owocach zatem by dogodzić tym z Was, którzy jeno suszki mają, dzięki uprzejmości mojej przyjaciółki – Rosalee de la Forêt wygrzebałem małe „co nieco”.


fot. John Gallagher

Elderberry & Rose Hips Syrup with Tart Cherry Juice

Zatem ile i czego potrzebujecie:

  • 1 szklanka suszonych owoców czarnego bzu
  • 1/4 szklanki suszonych owoców dowolnej róży dzikiej
  • 2 szklanki wody
  • 1 szklanka cierpkiego soku wiśniowego
  • 15 gram suszonych ziół (oregano, rozmaryn, szałwia i tymianek)
  • łagodny miód wielokwiatowy
  1. W garnku zagotuj na małym ogniu owoce Hyćki i Szypszyny z wodą i sokiem z cierpkiej wiśni
  2. Pyrkaj powoli przez około pół godziny.
  3. Odcedź przez sito i dobrze wyciśnij otrzymany syrop.
  4. Do gorącego płynu dodaj zioła, przykryj i odstaw ma kwadrans.
  5. Odcedź ponownie zioła z płynu i zmierzyć objętość otrzymanego syropu.
  6. Dodaj taką samą ilość miodu.

Przechowuj w lodówce i zużyj w ciągu sześciu miesięcy.

Elderberries & Rosehips Chocolate Syrup

Podobnie użyć możecie suszonych owoców lecz tym razem z odrobiną aromatu:

  • 1/2 szklanki suszonych owoców czarnego bzu
  • 1/2 szklanki suszonych owoców dowolnej róży dzikiej
  • 2 szklanki wody
  • 2 łyżki kakaowego (100%)
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
  • miód do smaku
  1. W garnku zagotuj na małym ogniu owoce Hyćki, Szypszyny z wodą i pyrkaj na małym ogniu przez ok 20 minut.
  2. Odcedź przez sito i dobrze wyciśnij otrzymany płyn.
  3. Gdy mieszanka jest jeszcze gorąca dodaj kakao, cynamon i gałkę muszkatołową i dokładnie wymieszaj.
  4. Dodaj miód do smaku wedle uznania i ponownie dobrze wymieszaj.

Syrop ten świetnie się komponuje z lodami, bananami lub naleśnikami.


fot. Rosalee de la Forêt

Salvia, Sage, Salbei, Sauge

Cur moriatur homo cui Salvia crescit in horto?
Dlaczego umiera człowiek skoro Szałwia rośnie w (jego) ogrodzie?

Salvia officinalis

Zwyczajna i prosta szałwia była w przeszłości bardzo popularna. Jednakże wraz z upływem czasu spada popularność wielu ziół i są one traktowane po macoszemu. Czas to zmienić i przypomnieć Wam jejmościankę bo sporo mitów wokół niej narosło.

Nazwa Salvia pochodzi od słów „ratować” lub „leczyć”. W starożytności była bardzo cenionym ziołem pośród rzymskich Legionistów głównie za sprawą jej przeciwpotnego działania, które przez wielu autorów często jest pomijane. Skupiają się oni na bardziej oczywistych właściwościach do których należą m.in.

  • przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze, przeciwwirusowe, pierwotniako-bójcze
  • przeciwzapalne, przeciwbólowe, hamujące procesy ropne i odwaniające przykre zapachy
  • przeciwpotne, lekko uspokajająco, słabo moczopędne i żółciopędne
  • hamujące produkcję mleka oraz aktywnośc gruczołów śluzowych
  • hamujące krwawienia z uszkodzonych naczyń
  • zmniejszające stężenie glukozy we krwi
  • przyśpieszające gojenie się ran, owrzodzeń, wyprysków i pryszczy

Zatem do czego zwykłemu śmiertelnikowi może służyć Szałwia?

  1. Zdrowie poznawcze
    Szałwia pomaga osobom z łagodnymi lub umiarkowanych objawami choroby Alzheimera. W kilku badaniach potwierdzono, iż osoby przyjmujące ekstrakt z szałwii przez cztery miesiące wykazały znaczną poprawę funkcji poznawczych i mniejsze pobudzenie w porównaniu z grupą placebo.
    Nie ma jednak powodu, by czekać do diagnozy Alzheimer aby używać szałwii. Wyciągi z szałwii poprawiają pamięć i uwagę także zdrowych seniorów.
    Szałwia nie jest jednak przeznaczona wyłącznie dla osób starszych – poprawia zarówno pamięć, jak i nastrój u młodszych ludzi stosujących to zioło.
  2. Zapobiega uderzeniom gorąca
    Zielarze na całym świecie potwierdzają fakt, że szałwia jest ulubionym sprzymierzeńcem w łagodzeniu uderzeń gorąca i nadmiernej potliwości. Badania kliniczne Z 2011 roku wykazały, że kobiety, stosujące napary z liści szałwii zauważyły ​​znaczne zmniejszenie intensywności i częstotliwości uderzeń gorąca.
    Wykazano również, że szałwia jest bezpieczna i skuteczna w kontrolowaniu uderzeń gorąca u pacjentów z rakiem prostaty leczonych niedoborem androgenów.
  3. Łagodzi ból gardła
    Ściągające właściwości szałwii pomagają tonować napięcie tkanek, które nabrzmiały lub zwiotczały. To wspaniałe zioło o działaniu ściągającym, które może być używane dla łagodzenia podrażnienia błon śluzowych.
    Mawiają co Szałwia ma szczególne powinowactwo do jamy ustnej i gardła co przekłada się na stosowanie dla łagodzenia bólu gardła, leczenia owrzodzeń jamy ustnej, owrzodzeń, krwawienia dziąseł a także opryszczki (wyciągi z Szałwii są często składnikiem proszków i past do zębów a także płynów do płukania ust).
    Współcześni badacze nadrabiają zaległości w temacie szałwii. W badaniach klinicznych porównano wpływ ekstraktu z Szałwii i ekstraktu z Jeżówki względem działania sprajów zawierających antyseptyczną chloroheksydynę i znieczulającą lidokainę u pacjentów z bólem gardła. Ekstrakt z szałwii i jeżówki wykazał lepsze wyniki niż chloroheksydyna i lidokaina w zmniejszaniu objawów bólu gardła już po trzech dniach. Inne badanie wykazało, że płynny wyciąg z szałwii działał także efektywnie w zmniejszaniu bólu spowodowanego wirusowym zapaleniem gardła. W 2019 badania in vitro wykazały, że ekstrakty z szałwii wykazują silną aktywność przeciwbakteryjną wobec patogenów jamy ustnej takich jak Staphylococcus, Streptococcus i Candida.
  4. Poprawia trawienie
    Smak szałwii jest zarówno gorzki, jak i ostry i nieziemsko aromatyczny co przekłada się na wspomagania trawienia. Zioło jest także cudownym środkiem wiatropędnym, łagodzi bolesne wzdęcia i gazowanie, znosi „zastój trawienny” (kiedy jesz i czujesz, że masz kluchę w brzuchu). Dodatek szałwii do potraw lub lekka herbatka po obfitym posiłku jest zatem bardzo wskazana. Znane jest także łagodzenie bolesnych skurczy jelit przez to zioło. Szałwia jest szczególnie odpowiednia dla osób, które nie mogą dobrze trawić tłuszczów.
  5. Wspomaga osoby z cukrzycą typu 2
    Szałwia ma wiele zalet dla osób z insulinoopornością i cukrzycą typu 2 – poprawia wrażliwość na insulinę i obniża niezrównoważony poziom cholesterolu.
    Wiele badań potwierdziło, że pacjenci z cukrzycą typu 2, którzy przyjmowali szałwię przez trzy miesiące, mieli znacznie obniżony poziom cukru we krwi notowany dwie godziny po posiłku. Szałwia była również badana pod kątem stosowania wraz z lekami farmaceutycznymi u chorych na cukrzycę typu 2. Pacjenci przyjmujący szałwię mieli obniżony poziom glukozy na czczo i dwie godziny po posiłku, HbA1c (frakcji hemoglobiny glikowanej), cholesterol całkowity, trójglicerydy i LDL-C oraz podwyższony HDL-C w porównaniu z osobami nie stosującymi zioła.
  6. PCOS czyli zespół policystycznych jajników, jest chorobą często ściśle związaną z insulinoopornością i cukrzycą typu 2. Badania kliniczne na ludziach przeprowadzone w 2020 roku wykazały, że pacjenci przyjmujący 330 mg ekstraktu dziennie przez osiem tygodni wykazywali znaczną poprawę wskaźników insulinooporności w porównaniu z osobami przyjmującymi placebo. Pacjenci z PCOS często doświadczają bolesnych miesiączek i ciężkiego PMS. W tym samym roku przeprowadzono badania kliniczne pośród studentek uczelni amerykańskich, które wykazały, że przyjmowanie 500 mg wyciągu z szałwii raz dziennie przez dwa kolejne miesiące znacznie zmniejsza występowanie fizycznych i psychicznych objawów PMS niż osoby przyjmujące placebo.

fot: Herbs with Rosalee

Cóż, oto moi Kochani przedstawiłem Wam Dary Szałwii, które świadczą, że wykracza ona poza zwykłą przyprawę kulinarną.

Teraz odrobina dobroci czyli recepturek

Herbatka na ból gardła – aromatyczna i ziemista herbata łagodzi ból, kaszel, przekrwienie i zaczerwienienie gardła. Może być pita często, gdy jesteście chorzy lub po prostu cieszyć się nią jako herbatą po obiedzie, by wspomóc trawienie.

  • 1 łyżka suszonych liści szałwii ( Salvia officinalis)
  • 2 łyżeczki suszonych liści tymianku (Thymus vulgaris)
  • jeden grubszy plasterek cytryny lub ćwiartka jeśli tak lubicie
  • miód lub inny preferowany „słodzik”
  1. Zaparzcie ziółka w dwóch szklankach właśnie zagotowanej wody, nakryjcie pokrywką i zostawcie dla nasączenia przez 5 do 7 minut by następnie odcedzić.
  2. Wyciśnijcie kawałek cytryny do herbaty i dodaj jej kawałek do naparu.
  3. Dodajcie miodu lub innego słodzika wedle uznania.

fot: http://www.westend61.de

Olełum Szałwijowe – ot zwyczajny macerat olejowy, dawniej często stosowany do nacierania mięsiwa podczas pieczenia a także jako przyprawa do sosów, jednakże mający także swoje zastosowanie terapeutyczne.

  • szklankę liści szałwii (najlepsze są te świeżo zerwane)
  • 300 ml oliwy lub oleju słonecznikowego lub z pestek winogron
  1. W słoju równomiernie rozłóżcie liście, skropcie je odrobiną wódki i pozostawcie na kwadrans w zakręconym słoiku
  2. Następnie zalejcie ciepłym olejek ( o temperaturze 50-60oC) o odstawcie na dwa tygodnie na nasłonecznionym parapecie
  3. Po tym czasie zlejcie olej, wyciśnijcie liście a otrzymaną cześć płynną dodatkowo przefiltrujcie. Najlepiej trzymać w ciemnych flaszencjach.

Ci z Was, którzy chcieli by gruntowniej zaznajomić się z ziółkiem mogą zajrzeć do szerszych opracowań:

http://www.gramzdrowia.pl/arzt-henry-rozanski/herb/szalwia-lekarska-salvia-offlcinalls-labiatae.html

oraz do wpisów archiwalnych dostępnych w kopii Wayback:

https://web.archive.org/web/20200927064715/https://rozanski.li/622/szalwia-lekarska-salvia-officinalis-l-wsplczesnie/

https://web.archive.org/web/20201023082557/https://rozanski.li/224/szalwia-salvia-w-praktycznej-terapii/

W opracowaniu posłużyłem się także zapiskami Rosalee de la Forêt